Spis treści
Stres sam w sobie nie jest naszym wrogiem. Wręcz przeciwnie. Gdy trzeba uciec przed tygrysem, zdążyć na samolot albo zorientować się pięć minut przed spotkaniem, że miało być na Zoomie, a nie w kalendarzu „na jutro” – stres potrafi być całkiem przydatny. Problem zaczyna się wtedy, kiedy tygrys nie znika. Tylko zamiast tygrysa mamy pracę, telefon, kredyt, dzieci, klientów, korki, wiadomości i 47 otwartych zakładek w głowie. Organizm reaguje na przedłużający się stres etapami. Klasycznie opisuje się trzy fazy: alarm, odporność i wyczerpanie.
Stres sam w sobie nie jest naszym wrogiem.
Wręcz przeciwnie. Gdy trzeba uciec przed tygrysem, zdążyć na samolot albo zorientować się pięć minut przed spotkaniem, że miało być na Zoomie, a nie w kalendarzu „na jutro” – stres potrafi być całkiem przydatny.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy tygrys nie znika.
Tylko zamiast tygrysa mamy pracę, telefon, kredyt, dzieci, klientów, korki, wiadomości i 47 otwartych zakładek w głowie.
Organizm reaguje na przedłużający się stres etapami. Klasycznie opisuje się trzy fazy: alarm, odporność i wyczerpanie.
1. Faza alarmowa – „O cholera!”
To moment, w którym organizm rozpoznaje zagrożenie.
Układ współczulny wciska gaz.
Serce przyspiesza. Oddech się zmienia. Mięśnie zwiększają napięcie. Uwaga skupia się na tym, co potencjalnie niebezpieczne.
Ciało przygotowuje się do działania.
I bardzo dobrze.
Problem w tym, że dla naszego układu nerwowego „zagrożeniem” nie musi być niedźwiedź biegnący w naszą stronę.
Czasami wystarczy wiadomość:
„Hej, masz chwilę? Musimy porozmawiać.”
I już jesteśmy gotowi do walki o przetrwanie.
2. Faza odporności – „Spokojnie, ogarniam”
Zagrożenie nie minęło, więc organizm próbuje się do niego dostosować.
Na zewnątrz możemy funkcjonować całkiem dobrze.
Pracujemy. Trenujemy. Odbieramy telefony. Pijemy kolejną kawę.
Mówimy:
„U mnie wszystko dobrze. Po prostu ostatnio trochę dużo się dzieje.”
Tymczasem ciało nadal zużywa zasoby na utrzymanie podwyższonej gotowości.
Napięcie zaczyna być czymś normalnym.
Oddech staje się płytszy. Regeneracja trudniejsza. Możemy coraz gorzej odczuwać sygnały płynące z ciała.
I właśnie tutaj pojawia się ciekawy problem:
człowiek może przyzwyczaić się do napięcia tak bardzo, że przestaje zauważać, że jest napięty.
„Rozluźnij barki.”
„Ale ja jestem rozluźniony.”
Nie jesteś. 😉
3. Faza wyczerpania – „Dobra. Ja wysiadam.”
Jeżeli obciążenie trwa zbyt długo, możliwości adaptacyjne organizmu zaczynają się wyczerpywać.
To już nie jest kwestia tego, że trzeba „bardziej się postarać”.
Ciało zaczyna domagać się regeneracji.
Może pojawić się przewlekłe zmęczenie, problemy ze snem, trudności z koncentracją, większa drażliwość czy poczucie ciągłego przeciążenia.
I wtedy często robimy rzecz absolutnie logiczną:
dokładamy sobie jeszcze więcej.
Więcej kawy.
Więcej pracy.
Mocniejszy trening.
Jeszcze jeden weekend „na nadrobienie wszystkiego”.
Czyli kiedy organizm mówi:
„Potrzebuję zwolnić”
my odpowiadamy:
„Świetnie. Od poniedziałku zaczynam crossfit.”
A gdzie w tym wszystkim jest ciało?
Stres nie istnieje wyłącznie w naszej głowie.
Zmienia sposób oddychania, napięcie mięśniowe, ruch, postawę oraz sposób, w jaki układ nerwowy interpretuje informacje płynące z ciała.
Dlatego w Holistic Fascia Release patrzymy na napięcie szerzej niż tylko:
„Tu jest spięty mięsień, więc trzeba go rozluźnić.”
Czasami napięcie jest częścią znacznie większej strategii adaptacyjnej organizmu.
I wtedy zamiast kolejnej wojny z ciałem warto zadać inne pytanie:
Dlaczego ciało uznało, że właśnie tak musi się chronić?
Bo czasem najważniejszym elementem terapii nie jest zmuszenie organizmu do zmiany.
Tylko stworzenie mu warunków, w których nie musi już pozostawać w ciągłej gotowości.
I być może właśnie od tego zaczyna się prawdziwa regulacja.
A gdzie w tym wszystkim jest ciało?
Stres nie istnieje wyłącznie w naszej głowie.
Zmienia sposób oddychania, napięcie mięśniowe, ruch, postawę oraz sposób, w jaki układ nerwowy odbiera i interpretuje informacje płynące z ciała.
Dlatego w Holistic Fascia Release nie patrzymy na napięcie wyłącznie w sposób:
„Tu jest spięty mięsień, więc trzeba go rozluźnić.”
Czasami napięcie jest częścią znacznie większej strategii adaptacyjnej organizmu.
I tu robi się naprawdę ciekawie.
HFR a faza 2 – kiedy ciało przyzwyczaiło się do napięcia
W fazie odporności człowiek często nadal świetnie funkcjonuje. Problem w tym, że organizm może stopniowo przyzwyczaić się do podwyższonego poziomu napięcia.
To, co kiedyś było reakcją na stres, zaczyna być odbierane jako „normalny stan”.
Mobilizacja HFR daje ciału inne doświadczenie.
Poprzez spokojną, świadomą pracę z tkankami, ruchem i odczuwaniem pomagamy klientowi zauważyć różnicę pomiędzy napięciem a rozluźnieniem oraz odzyskać większą świadomość sygnałów płynących z ciała.
Nie próbujemy wygrać z napięciem siłą.
Pokazujemy organizmowi, że istnieje również inna możliwość.
Dla klienta może to oznaczać większą swobodę ruchu, łatwiejsze rozluźnianie ciała, głębszy kontakt z jego sygnałami i przede wszystkim wcześniejsze zauważanie momentu, w którym napięcie zaczyna narastać.
Bo trudno regulować coś, czego nawet nie czujemy.
HFR a faza 3 – kiedy organizm mówi „mam dość”
W fazie wyczerpania dokładanie kolejnego silnego bodźca nie zawsze jest tym, czego potrzebuje przeciążony organizm.
Dlatego jedną z podstawowych wartości HFR jest:
regulacja przed techniką.
Zamiast agresywnie „naprawiać” ciało, pracujemy w sposób, który pozwala klientowi stopniowo odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa, kontakt z ciałem i możliwość odpuszczenia niepotrzebnego napięcia.
Mobilizacja staje się wtedy nie tylko pracą z powięzią.
Staje się doświadczeniem, w którym organizm nie musi cały czas walczyć, reagować i być gotowy na kolejne zagrożenie.
Dla klienta może to oznaczać:
odczuwalnie mniejsze napięcie i większy komfort w ciele,
większą swobodę i lekkość ruchu,
łatwiejsze przechodzenie ze stanu pobudzenia do odpoczynku,
lepsze rozpoznawanie sygnałów przeciążenia,
większą świadomość własnego ciała,
możliwość przerwania utrwalonego schematu: stres → napięcie → jeszcze więcej napięcia.
Czyli HFR „odprogramowuje” stres?
Nie kasujemy stresu z człowieka jak aplikacji z telefonu. 😉
Stres jest potrzebnym mechanizmem biologicznym.
Celem jest raczej pomóc organizmowi nie pozostawać w reakcji stresowej wtedy, kiedy zagrożenia już nie ma.
W fazie 2 pomagamy zauważyć i zmieniać utrwalone wzorce napięcia.
W fazie 3 nie dokładamy kolejnej walki z ciałem, tylko tworzymy warunki sprzyjające regulacji, odczuwaniu i stopniowemu odzyskiwaniu zasobów.
I właśnie dlatego w HFR nie pytamy wyłącznie:
„Gdzie boli?”
Pytamy również:
„Dlaczego ciało nadal uważa, że musi się chronić?”
Bo kiedy organizm przestaje potrzebować swojej dotychczasowej strategii obronnej, zmiana nie musi być z nim wywalczona.
Może stać się jego własnym wyborem.